Wieczór na naszym boisku: chłodno w powietrzu, gorąco w nogach – 11:2 z Olympique Poznań II
Piątek, 20:30. Powietrze jeszcze zimne, ale niebo już jakby wiosenne — ładna pogoda, rześko, przejrzyście, idealnie na granie, które ma smak przygotowań, a nie tylko „odbębnienia sparingu”. Tego typu wieczory lubią Oldboye: bez wymówek, za to z konkretem.
Zebraliśmy się w świetnej liczbie — 19 osób, więc poszły dwa składy, rotacje bez kombinowania i tempo, którego nie da się utrzymać, gdy przyjeżdża „jedenastka i koniec”. U nas to dziś wyglądało jak drużyna: każdy miał swoje minuty, każdy dołożył cegłę, a całość miała rytm i sens.
Ponieważ boisko nie było wymiarowe, zagraliśmy 9 na 9 — i to tylko dodało ostrości. Mniej przestrzeni = mniej czasu na decyzje. Trzeba szybciej myśleć, szybciej podać, szybciej doskoczyć. I właśnie w tym byliśmy dzisiaj lepsi: agresja w pressingu, spokój w rozegraniu, dużo ruchu bez piłki i konkret w polu karnym.
Rywal — Olympique Poznań II — ambitny, walczył, próbował łapać oddech, ale w tym meczu był po prostu **bez szans**. My byliśmy o krok szybsi, o decyzję mądrzejsi i o dwie klasy skuteczniejsi. Efekt? 11:2 dla MKS Przemysław Poznań Oldboys.
Z przodu żarło aż miło:
- Paweł Zemka odpalił prawdziwy koncert skuteczności — 4 bramki.
- Adrian Kubiak dołożył 3 trafienia, bez litości dla bramkarza i obrońców.
- Po jednej bramce dorzucili: Paweł Sheffler, Piotr Koprowski, Adam Nowak i Rafał Mikołajczak.
- Asysty zanotowali Dawid Matczak 2, Adam Nowak 1, Łukasz Sałata 1, Piotr Koprowski 1 Paweł Sheffler 1, Jakub Berliński 1, chyba 1 a być może 2 asysty zanotował Tomasz Kapturzak ale nie wiadomo na pewno.
Ale ten wynik nie wziął się tylko z przodu. To był sparing, w którym naprawdę było widać rzeczy ważne: dyscyplinę, powroty, asekurację i to, że nawet przy zmianach nie traciliśmy organizacji. Każdy, kto wszedł, dawał jakość, a nie „przeczekanie”. I o to chodzi w tym czasie — budować formę, ale też budować zespół.
To był udany sparing i — co najważniejsze — dobry prognostyk przed zbliżającym się meczem 1. rundy Pucharu Oldboyów. Wynik cieszy, atmosfera cieszy, a jeszcze bardziej cieszy to, że widać głód grania i rosnącą pewność siebie. Teraz robota jest prosta: utrzymać frekwencję, utrzymać intensywność i wejść w puchar tak, jak dziś weszliśmy w mecz — odważnie, zespołowo i bez miękkiej gry.
Brawo, Panowie. Tak to ma wyglądać.
